sobota, 3 grudnia 2022

" Zarzynane Miasto" - Prolog


„Nadszedł czas ostatecznej przemiany. Miał tam ruszyć w inne światy nasz Mściciel po ostatnią naukę. Ruszył po przegranej bitwie, złamany potęgą mal'ach, bez nadziei na lepsze jutro, pośród zwłok braci swych. A za nim ruszył posłaniec, by zmieść go lub powitać, w girlandach kwiecia na szyi, u stóp przeznaczenia i losu świata naszego"

Z „Wielkiej Księgi Narodzin Mściciela"


Tego letniego dnia na granicy Kaldrland i Bagien Palonii nie działo się nic godnego uwagi. Wiało nudą i codziennością. Warta strzegąca miasta była rozleniwiona i rozespana. Strażnicy umęczeni całonocnym czuwaniem lustrowali bez większego zainteresowania okolicę bez wiary, że stanie się coś ekscytującego. Nic przecież nie zapowiadało, że miałoby się zdarzyć akurat tego świtania coś nadzwyczajnego.

Nadchodził świt, jakich wiele.

Znad trzęsawiska unosiła się poranna mgła. Szarówka z początku bardzo powoli, acz nieprzerwanie przeradzała się w słoneczny dzień. Pobliże grodu budziło się do życia. Jednak w ten zwodniczy spokój wkradło się coś, czego nikt się nie mógł spodziewać. Oczekiwanie przez straż na zmianę warty początkowo zakłóciły tylko pojedyncze krzyki od strony moczarów. Po krótkiej chwili, w oddali, niespodziewanie na tle szarego, coraz intensywniej jaśniejącego pierwszymi promieniami słońca - nieba, zaczęły błyskać, z początku ledwo widoczne, jęzory ognia. To płonęła sadyba, która egzystowała od wieków na ziemi niczyjej pomiędzy Bagnami Palonii a Kaldrland. Wraz z mijającym czasem krwawa poświata oraz dobiegające z dala odgłosy zgrozy i przerażenia zaczęły być coraz głośniejsze. Strażnicy czuli, że to nadchodzi zagrożenie.

Wartownicy gwałtownie rozbudzeni  niespodziewanym i bezwzględnym widowiskiem, zaczęli zbierać się grupkami na ostrokole grodu. Dzwony w świątyniach gwałtownie rozbrzmiały, by zbudzić mieszkańców. Wszyscy musieli być przecież gotowi na każdą ewentualność.

Wtem uwaga zgromadzonych na murze skupiła się na postaciach mknących na złamanie karku od strony bagien ku miastu. Wreszcie usłyszano głosy nawołujące w stronę strażników.

– Otwórzcie bramę! Proszę, otwórzcie!

Ta prośba wywołała konsternację pośród szeregowych żołnierzy. Uczucie solidarności z ofiarami kazało im spełnić prośbę, znali jednak karę za złamanie regulaminu. Postanowili wezwać dowódcę, by podjął decyzję.

Nim ten przybył, zbierające się pod bramą istoty błagały, by je wpuścić do grodu. Na tle ich sylwetek krwiożerca łuna tworzyła upiorne tło. Po przybyciu komendant w pierwszej chwili zaniemówił, był przecież młodym dowódcą nie miał jeszcze żadnego doświadczenia w tego typu sytuacjach. Miał swoje rozkazy. Wszedłszy na ostrokół widział z góry: ten poniżej kłębiący się tłum, płaczące dzieci na matczynych rękach, które błagały, by dać im schronienie. Była to jedyna szansa dla ich potomstwa na przetrwanie.

Pełen trawiących go wątpliwości, podjął decyzję w jego mniemaniu jedyną słuszną: nakazał otworzyć wrota.

Woje ochoczo ruszyli do wykonania rozkazu.

***

Niedoświadczony dowódca podejmując tę decyzję nie wiedział, że trwała już wojna. Wojna w wykonaniu przebiegłego Czarnego Pana, syna Boga Sił Ciemności: pełna podstępu, pułapek oraz braku skrupułów czy litości. Wszystkich tych, którzy nie chcieli mu oddać czci czekała bezlitosna , a także całkowita zagłada. I ta wojna dotarła właśnie tutaj, tego letniego poranka. Nie mogło więc zdarzyć się nic, co mogłoby ocalić ten nadgraniczny gród. Jego los został przypieczętowany. Jedynie co mogło się zdarzyć to to,  że najeźdźcy darowali życie tylko czterem z mieszkańców najechanego miasta po to tylko, by mogli przekazać wieści innym, co ich spotka, jeśli nie skapitulują i nie oddadzą uwielbienia Czarnemu Panu.

Los, jaki spotkał mieszkańców pogranicznego grodu, był nie do pozazdroszczenia. Bowiem ci uchodźcy, błagający o wejście do niego, byli bestiami, które przybrały postaci starych ludzi lub młodych kobiet wraz z dziećmi, a dalej we mgle ukrywały się hordy baitali oraz innych przerażających potworów na usługach Pana Ciemności. Mgła ta nie była zjawiskiem naturalnym. Została wytworzona przez wampiry, które przybyły na wielki żer ku chwale swojego Pana. Zajęły cały gród, w chwilę po otwarciu bramy, nim ktokolwiek zorientował się w zaistniałej sytuacji.

Niemym, a zarazem przymusowym świadkiem rzezi był młody komendant. Gdy skrępowany obserwował wysysanie krwi z kilkuletnich dzieci przez estrie po jego policzkach spływały łzy. Wieczorem przybyły oddziały orków oraz mugrów, które pożywiły się tym, co pozostało po wampirzej uczcie. Rankiem wszyscy napastnicy odeszli.

Czterech ocalałych zostało uwolnionych w tym młody komendant grodu. Dowódca błąkał się trzy dni po zniszczonym grodzie, całkiem niedawno oddanym mu pod opiekę. Po dramacie, jaki przeżył jego poczucie winy i pojawiające się przed oczami obrazy, nie dawały mu wytchnienia.

Po trzech dniach nie wytrzymał poczucia winy i wyrzutów sumienia: powiesił się w tym przeklętym miejscu.

  W kronikach wydarzenie to nazwano Rzezią z Morgryt.

Zgodnie z przepowiednią Hironiusza rozpoczął się czas wojny.

***


Lama oti kara'ti me? – zapytał się nieznajomy Czarnego Pana. Uważnie rozejrzał się po komnacie. Surowe wnętrze rozświetlały pochodnie i kominek, w którym buchał na kawałkach bierwion płomień. Za dębowym i potężnym stołem siedziała na krześle potężna postać. Jego oblicze skrywał półmrok. Na widok przybysza poruszył się i syknął.

– Seehiaszu, przecież wiesz, że nie lubię rozmawiać w starym narzeczu! – zaperzył się Imperator.

Nim skończył przyjrzał się bardzo uważnie swojemu rozmówcy. Gość był przedstawicielem najstarszej z ras, rasy mal'ach. Byli oni posłańcami boga, który powołał do życia wszystkie światy. Jednak po Wielkiej Wojnie, której zarzewiem był sprzeciw jednego z nich przeciw narcystycznemu bogu, wielu z rasy mal'ach zostało sługami jego ojca: Boga Ciemności. Buntownicy nie mogli znieść, że ich Pan ukochał nowe istoty, które dopiero co powołał do życia, ponad nich. A oni przestali być tymi jedynymi. 

Podobnie Seehiasz był na usługach jego ojca. Jednak w odróżnieniu od wielu mu podobnych buntowników nie czynił tego dobrowolnie. Zadecydowała o tym nieopatrznie wypowiedziana przysięga, której musiał dopełnić wbrew sobie. To zdarzenie ostatecznie przypieczętowało jego los na długie stulecia. Teraz mógł odwrócić swój los i odzyskać swoją wolność wystarczyło tylko wykonać to jedno zlecenie, które miał otrzymać.

– Wiem o tym, ale komunikuję się tylko w języku mojej rasy! Skoro mnie wezwałeś, to oznacza, że mnie potrzebujesz. Zatem czy nie mógłbyś mi uczynić tą łaskę i wysłuchać starej mowy? 

– Czy aby na pewno nie mylisz się w ocenie sytuacji? – zapytał ironicznie Imperator. – Myślę, że to, co jestem ci w stanie dziś zaoferować, wzbudzi w tobie olbrzymią radość i to raczej ty mnie teraz bardziej potrzebujesz! Ta zapłata, jaką ci mogę dać za wykonanie tego jednego zadania, niezbyt trudnego, jak dla ciebie, zmieni twoje życie, czyż nie tego pragniesz...? Bo widzisz możesz odzyskać...– Czarny Pan zawiesił głos.

Seehiasz podniósł wzrok na przedmówcę. Imperator ujrzał jego oczy. Nie były one jednak takie same lub chociaż podobne do większości oczu istot światła. Gdybyśmy mogli w nie spojrzeć, to dostrzeglibyśmy – bezkresną, pustą i przerażającą nicość.

– Zatem nie zwlekaj z propozycją dla wiernego sługi władcy istot ciemności. – ukłonił się usłużnie.

– Czy wiesz, że rozpoczyna się wojna?

– Losy tego świata i istot go zamieszkujących mnie nie interesują Imperatorze. Dla mnie wszystko, co dzieje się wokół i dotyczy tego świata jest mało istotne jak pył! A istoty zamieszkujące go to tylko marne robactwo, które należałoby wybić do nogi. Rozłazi się, pleni bez umiarkowania u mych stóp. Zresztą komu to zawdzięczam, że tutaj muszę być i ci służyć? Czyżby nie temu obrzydliwemu robactwu!

– Jednak chciałbym, byś to wiedział zanim usłyszysz, co masz uczynić.

– Słucham zatem!

– Masz odnaleźć i zgładzić Mściciela, który pojawia się w moich snach z girlandami kwiatów na szyi.

– Widzę, że to cię boli: przepowiednia sędziwego Hironiusza! Tak wielce cię nęka, jak wielki wrzód na dupie. Zaiste, ty, istota władcza, zło tego świata, boisz się? – Seehiasz uczynił efektowną pauzę. – Nagle, widzę, zdałeś sobie sprawę, że jednak może jest istota, zapewne śmiertelna, licha i wątła, która jest w stanie pokonać ciebie i twojego ojca. Ale jak ma to uczynić? Czyżbyś jednak nie był aż tak potężny, jakby się mogło wielu wydawać? – złośliwie drażnił gospodarza.

Jednak Imperator zdawał się nie słyszeć sarkazmu w wypowiedziach swojego gościa. Przynajmniej tego po sobie nie okazywał.

– Jakie to ma znaczenie dla ciebie mal'ach? – spojrzał wymownie na sługę Czarny Pan – Zwłaszcza jeśli ci powiem, że odzyskasz, po wykonaniu tego zadania, po tak długim czasie, swą upragnioną wolność? Zwolnimy cię z danego słowa... Czy nie jest to hojna nagroda? – na ustach Czarnego Pana zawitał uśmiech. Wiedział doskonale, że to jest jedna z tych niewielu propozycji nie do odrzucenia.

– Tylko czy podołam temu zleceniu? Skoro Mściciel jest śmiertelnie groźny dla ciebie, to kim ja jestem dla niego? Marnością nad marnościami mój panie?

– Nie wątpię, że ty akurat sobie poradzisz Seehiaszu. – nalegał Imperator.

Mal'ach odwrócił się od Czarnego Pana. Powolnym krokiem przez jakiś czas przemierzał salę tam i z powrotem. Czynił to tak lekko i dostojnie, jakby unosił się nad podłogą. Wreszcie stanął na przeciwko swojego rozmówcy.

– Znam Panie przepowiednię i dlatego wiem, że to nie jest zwykła istota, którą mogę zdmuchnąć, jak drobny pyłek z mej szaty. Jest to istota potężna, wybrana przez przeznaczenie. Przeznaczenie, które jak nić Ariadny rozpoczęło swój bieg i jest zapisane w Księgach Stworzenia. Jest siłą , jakiej obawiają się sami bogowie. A zatem to jest wybraniec, to o wiele więcej  niż śmiertelnicy, którzy są tylko pyłem i popiołem w odmętach czasu i przestrzeni. Jest to moc, której zadaniem jest utrzymać balans między siłami dobra i ciemności. Dlatego nie mogę być pewien czy podołam temu zadaniu. Stąd moje wahanie, gdyż mogę zostać unicestwiony. Musisz mieć tego świadomość. Ale widocznie, tak został zapisany mój los w Księgach Stworzenia. Dlatego z wielką chęcią wykonam twoje zadanie, mój panie, za nagrodę jaką mi oferujesz. Co ma być, to będzie.

– Powodzenia, mal'ach. Liczymy na ciebie.

– Zapewne będzie mi potrzebne.– w tej samej chwili Seechiasz zniknął.

***********************************************************************************

Następny wpis:

Zarzynane Miasto - Rozdział I cz.1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział VI Darkar

  To nowy mściciel przybył, By bronić waszych praw  – Istoty światła, To nowy mściciel przybył, By mesjasz w pokoju mógł Odejść da...